środa, 26 sierpnia 2015

„JESTEŚ GŁUPI” – czyli urok „merytorycznych” dyskusji

Miałam na dzisiaj przygotowany zupełnie inny post, z dalszą częścią Naszego szkolenia, ale jak to w trakcie rozmów przy kawie, zawsze wkradnie się jakiś temat poboczny. Mnie do dzisiejszego sprowokował wczorajszy otrzymany mail. Nawet nie mail bezpośrednio do mnie skierowany, ale do organizacji, w której działam, jako wolontariusz. Jak ten mail wiążę się z tematyką Naszych spotkań, za chwile wyjaśnię, najpierw krótki opis sytuacji. Ci, którzy mnie znają wiedzą dobrze, że dość aktywnie, działam na rzecz bezdomnych zwierząt. Od jakiegoś czasu udzielam się w pewnej fundacji, gdzie staramy się pomagać porzuconym zwierzakom, najpierw zapewniając im schronienie, później szukając im odpowiedzialnych opiekunów. Wydawało mi się, że w tej działalności jestem już przygotowana prawie na wszystko, na zwroty z adopcji z błahych powodów, na bezmyślne traktowanie zwierząt, nawet na okrucieństwo, ale z pozoru banalna sytuacja naprawdę mnie zaskoczyła. Rzecz dotyczyła niewinnej wydawałoby się sprawy – wypełnienia ankiety przed-adopcyjnej. Nasza organizacja, mając na uwadze dobro przekazywanych do adopcji zwierzaków, wprowadziła procedury, aby każdy adoptujący nie kierował się tylko pierwszym odruchem, ale żeby podejmowana decyzja była przemyślana (przynajmniej o to się staramy, choć wiadomo, że w praktyce i tak bywa różnie). W każdym przypadku, kiedy psiak czy kociak spodoba się potencjalnym, nowym właścicielom, na początku prosimy o wypełnienie ankiety. Wypełnienie jej ma uzmysłowić, z jakim obowiązkiem będzie wiązała się adopcja, a  dla Nas jest to pierwsze kryterium wyboru właściwego domu. Oczywiście, są różne reakcje na takie procedury - jedni rozumieją to od razu i spokojnie wypełniają ankiety, drudzy krytykują, że to bez sensu, bo i tak niczego to nie sprawdzi. Są i tacy, co w ogóle już po takiej prośbie się nie odzywają. Jednak wczorajsza wypowiedź pewnej Pani niezmiernie mnie zaskoczyła. Tu pozwolę sobie zacytować: „Nic dziwnego, że jest tyle bezdomnych zwierząt. Na prawdę  głupota ludzka nie zna granic”. Oczywiście, nie chodzi w tym wszystkim o to, że jakoś specjalnie Nas ta wypowiedź dotknęła czy obraziła. Działając w jakimkolwiek obszarze różnych rzeczy się człowiek nasłucha. Uderzyło mnie w tym coś zupełnie innego. Autorem postu była Pani w wieku już jak najbardziej dojrzałym. Wydawałoby się, że w tym wieku powinno się już dawno wyrosnąć z poziomu piaskownicy, gdzie najważniejszym argumentem w kłótni było to, kto jest głupszy. Kto z Nas nie pamięta odzywek w stylu, „-a Ty 100 razy bardziej!”, gdzie ulubioną odpowiedzią było: „-a Ty 100+1”;) Wtedy każda wymiana zdań, sprowadzała się do jednego – udowodnić, że Nasz przeciwnik jest głupi – oczywiście nie argumentami, ale większa ilością powtórzeń słowa „GŁUPI”.  I wydawałoby się, że z biegiem lat, gdy nabieramy doświadczenia, a Nasza wiedza staję się coraz większa, to wszystko w sposób naturalny powinno się zmieniać. W miejsce powtarzanego w kółko słowa „Głupek” powinny, pojawiać się coraz bardziej rzeczowe argumenty, a kłótnia z dziecięcej pyskówki powinna zmieniać się w konstruktywną dyskusję. I tak też w tej sytuacji, można zawsze spodziewać się, że komuś nie spodoba się taka procedura i napisze swój argument, dlaczego nie, ale trudno mi było zrozumieć chęci obrażania. I tutaj przyszła refleksja... 



Wystarczy rozejrzeć się dookoła, jak powszechna to praktyka. Nie, nie będę pisała o polityce i prowadzonych „dyskusjach” przez poszczególnych zwolenników różnych opcji politycznych. Mój blog będę starała się trzymać od polityki z daleka. Ale takie sytuacje zdarzają się, wcale nie tak rzadko,  w obszarze, którym się zajmujemy, – czyli w firmach, w relacjach pracodawca-pracownik. Nie mówię, że to norma, ale odwiedzając różne przedsiębiorstwa spotkałam się z sytuacjami, kiedy pracownicy opowiadali mi, że wyrażenie: „Jesteś głupi” jest dość powszechnie stosowanym przez ich szefów. I tutaj zadaję sobie pytanie, po co to mówimy? Nie chcę powiedzieć, że wszyscy pracownicy to tytani pracy, bez skazy. Ale czy jeżeli uważamy, że Nasz pracownik jest krótko mówiąc, „głupi”, to czy fakt, że mu to powiemy spowoduje że stanie się mądry? Przecież to My go zatrudniamy i wybieramy i nikt Nas nie zmusza do zatrudniania kogoś, kogo uważamy za niezdolnego do wykonywania danej pracy. Pamiętajmy, że Nasza Umowa z pracownikiem,  to rodzaj Umowy handlowej. On Nam sprzedaje swoją pracę, a My mamy mu za nią płacić. Nikt nie robi nikomu łaski, nikt nikogo do niczego przecież nie zmusza. Jeżeli więc zatem uważamy, że Nasz pracownik nie nadaję się do pracy jaką mu zleciliśmy, to po prostu rozwiążmy z Nim Umowę – nie musimy go przecież poniżać. Dlaczego zatem nie zwalniamy, tylko dajemy upust Naszej  frustracji? Bo zazwyczaj tego sformułowania używamy w sytuacji, kiedy wcale nie uważamy naszego pracownika za niemądrego, ale wtedy, kiedy błąd jaki zrobił, jest po prostu rażący i wyprowadzający z równowagi. Czy jednak, jak już skończymy krzyczeć, naprawdę czujemy się lepiej i mamy poczucie, że dobrze załatwiliśmy sprawę?  A może po prostu lepsze wyniki osiągniemy tłumacząc gdzie błąd został popełniony i tylko upomnimy pracownika (oczywiście możemy to zrobić dopiero w momencie kiedy weźmiemy najpierw parę głębszych oddechów ;))? Pamiętajmy, konstruktywna krytyka działa cuda. Kiedy stajemy się dla Naszych pracowników mentorami, a nie katami, zdobywamy ich szacunek, co z pewnością przełoży się na osiągane przez Nas wyniki. Oni nie muszą Nas lubić, czy być kompanami wspólnych wypadów. Aby wszyscy czuli się dobrze w Naszej firmie, wszyscy Nasi zatrudnieni muszą mieć zapewnione, oprócz stabilności finansowej również to, co jest podstawą każdego bytu – czyli poczucie bezpieczeństwa. A osiągniemy to jedynie wtedy, gdy pokażemy się jako szefowie którzy wiedzą co robią, a nie jako Ci, co za wszelką cenę chcą tylko pokazać jacy są ważni. Pamiętajmy również, że Nasi pracownicy nie zawsze muszą się zgadzać z Nami. Może warto czasami ich posłuchać i poznać ich inny punkt widzenia na różne sprawy; przecież im również zależy na powodzeniu Naszej firmy, bo dzięki temu sami mają pracę. Uczmy się więc cały czas również po to, aby Nasze dyskusje stały się naprawdę merytoryczne i tym samym zdobywajmy szacunek podwładnych.
I właśnie tym sposobem powróciliśmy do tematu Naszych spotkań, czyli ciągłej konieczności nauki. Zapraszam więc na następne posty szkoleniowe J


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz