Miałam na dzisiaj przygotowany zupełnie inny post, z dalszą częścią
Naszego szkolenia, ale jak to w trakcie rozmów przy kawie, zawsze wkradnie się
jakiś temat poboczny. Mnie do dzisiejszego sprowokował wczorajszy otrzymany
mail. Nawet nie mail bezpośrednio do mnie skierowany, ale do organizacji, w
której działam, jako wolontariusz. Jak ten mail wiążę się z tematyką Naszych spotkań,
za chwile wyjaśnię, najpierw krótki opis sytuacji. Ci, którzy mnie znają wiedzą
dobrze, że dość aktywnie, działam na rzecz bezdomnych zwierząt. Od jakiegoś
czasu udzielam się w pewnej fundacji, gdzie staramy się pomagać porzuconym
zwierzakom, najpierw zapewniając im schronienie, później szukając im
odpowiedzialnych opiekunów. Wydawało mi się, że w tej działalności jestem już
przygotowana prawie na wszystko, na zwroty z adopcji z błahych powodów, na
bezmyślne traktowanie zwierząt, nawet na okrucieństwo, ale z pozoru banalna
sytuacja naprawdę mnie zaskoczyła. Rzecz dotyczyła niewinnej wydawałoby się
sprawy – wypełnienia ankiety przed-adopcyjnej. Nasza
organizacja, mając na uwadze dobro przekazywanych do adopcji zwierzaków,
wprowadziła procedury, aby każdy adoptujący nie kierował się tylko pierwszym
odruchem, ale żeby podejmowana decyzja była przemyślana (przynajmniej o to się
staramy, choć wiadomo, że w praktyce i tak bywa różnie). W każdym przypadku,
kiedy psiak czy kociak spodoba się potencjalnym, nowym właścicielom, na
początku prosimy o wypełnienie ankiety. Wypełnienie jej ma uzmysłowić, z jakim
obowiązkiem będzie wiązała się adopcja, a dla Nas jest to pierwsze
kryterium wyboru właściwego domu. Oczywiście,
są różne reakcje na takie procedury - jedni rozumieją to od razu i spokojnie
wypełniają ankiety, drudzy krytykują, że to
bez sensu, bo i tak niczego to nie sprawdzi.
Są i tacy, co w
ogóle już po takiej prośbie się nie odzywają. Jednak wczorajsza wypowiedź
pewnej Pani niezmiernie mnie zaskoczyła. Tu pozwolę
sobie zacytować: „Nic dziwnego, że jest tyle bezdomnych
zwierząt. Na prawdę głupota ludzka nie zna granic”. Oczywiście,
nie chodzi w tym wszystkim o to, że jakoś
specjalnie Nas ta wypowiedź dotknęła czy obraziła. Działając w jakimkolwiek
obszarze różnych rzeczy się człowiek nasłucha. Uderzyło mnie w tym coś zupełnie
innego. Autorem postu była Pani w wieku już jak najbardziej dojrzałym. Wydawałoby
się, że w tym wieku powinno się już dawno wyrosnąć z poziomu piaskownicy, gdzie
najważniejszym argumentem w kłótni było to, kto jest głupszy. Kto z Nas nie pamięta
odzywek w stylu, „-a Ty 100 razy bardziej!”, gdzie ulubioną odpowiedzią było: „-a
Ty 100+1”;) Wtedy każda wymiana zdań, sprowadzała się do jednego – udowodnić, że
Nasz przeciwnik jest głupi – oczywiście nie argumentami, ale większa ilością powtórzeń
słowa „GŁUPI”. I wydawałoby się, że z
biegiem lat, gdy nabieramy doświadczenia, a Nasza
wiedza staję się coraz większa, to wszystko w sposób naturalny powinno się zmieniać. W miejsce powtarzanego w kółko słowa
„Głupek” powinny, pojawiać się coraz bardziej rzeczowe argumenty, a kłótnia z
dziecięcej pyskówki powinna zmieniać się w konstruktywną dyskusję. I tak też w
tej sytuacji, można zawsze spodziewać się, że komuś nie spodoba się taka
procedura i napisze swój argument, dlaczego nie, ale trudno mi było zrozumieć chęci
obrażania. I tutaj przyszła refleksja...
Wystarczy rozejrzeć się
dookoła, jak powszechna to praktyka. Nie, nie będę pisała o polityce i
prowadzonych „dyskusjach” przez poszczególnych zwolenników różnych opcji politycznych.
Mój blog będę starała się trzymać od polityki z daleka. Ale takie sytuacje
zdarzają się, wcale nie tak rzadko, w
obszarze, którym się zajmujemy, – czyli w firmach, w relacjach
pracodawca-pracownik. Nie mówię, że to norma, ale odwiedzając różne przedsiębiorstwa
spotkałam się z sytuacjami, kiedy pracownicy opowiadali mi, że wyrażenie: „Jesteś
głupi” jest dość powszechnie stosowanym przez ich szefów. I tutaj zadaję
sobie pytanie, po co to mówimy? Nie chcę powiedzieć,
że wszyscy pracownicy to tytani pracy, bez skazy. Ale czy jeżeli uważamy, że
Nasz pracownik jest krótko mówiąc, „głupi”, to czy fakt, że mu to powiemy
spowoduje że stanie się mądry? Przecież to My go zatrudniamy i wybieramy i nikt
Nas nie zmusza do zatrudniania kogoś, kogo uważamy za niezdolnego do
wykonywania danej pracy. Pamiętajmy, że Nasza Umowa z pracownikiem, to rodzaj Umowy handlowej. On Nam sprzedaje
swoją pracę, a My mamy mu za nią płacić. Nikt nie robi nikomu łaski, nikt
nikogo do niczego przecież nie zmusza. Jeżeli więc zatem uważamy, że Nasz
pracownik nie nadaję się do pracy jaką mu zleciliśmy, to po prostu rozwiążmy z
Nim Umowę – nie musimy go przecież poniżać. Dlaczego zatem nie zwalniamy, tylko
dajemy upust Naszej frustracji?
Bo zazwyczaj tego sformułowania używamy w sytuacji, kiedy wcale nie uważamy
naszego pracownika za niemądrego, ale wtedy, kiedy błąd jaki zrobił, jest po
prostu rażący i wyprowadzający z równowagi. Czy jednak, jak już skończymy
krzyczeć, naprawdę czujemy się lepiej i mamy poczucie, że dobrze załatwiliśmy
sprawę? A może po prostu lepsze wyniki
osiągniemy tłumacząc gdzie błąd został popełniony i tylko upomnimy pracownika (oczywiście możemy to zrobić dopiero w
momencie kiedy weźmiemy najpierw parę głębszych oddechów ;))? Pamiętajmy,
konstruktywna krytyka działa cuda. Kiedy stajemy się dla Naszych pracowników
mentorami, a nie katami, zdobywamy ich szacunek, co z pewnością przełoży się na
osiągane przez Nas wyniki. Oni nie muszą Nas lubić, czy być kompanami wspólnych
wypadów. Aby wszyscy czuli się dobrze w Naszej firmie, wszyscy Nasi
zatrudnieni muszą mieć zapewnione, oprócz
stabilności finansowej również to, co jest podstawą każdego bytu – czyli
poczucie bezpieczeństwa. A osiągniemy to jedynie wtedy, gdy pokażemy się jako szefowie którzy wiedzą co robią, a nie
jako Ci, co za wszelką cenę chcą tylko
pokazać jacy są ważni. Pamiętajmy również, że Nasi pracownicy nie zawsze muszą
się zgadzać z Nami. Może warto czasami ich posłuchać i poznać ich inny punkt widzenia na
różne sprawy; przecież im również zależy na powodzeniu Naszej firmy, bo dzięki
temu sami mają pracę. Uczmy się więc cały czas również po to, aby Nasze dyskusje stały się naprawdę merytoryczne i
tym samym zdobywajmy szacunek podwładnych.
I właśnie tym sposobem
powróciliśmy do tematu Naszych spotkań, czyli ciągłej konieczności nauki.
Zapraszam więc na następne posty szkoleniowe J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz