Jakoś powoli staje się to tradycją, że środa to czas na relaks od
Naszych szkoleń finansowych. No cóż
wydawało mi się, że nie za często będę odbiegać od tematu, ale trudno się nie oprzeć,
aby nie opisać różnych intrygujących sytuacji. A ponieważ cały czas
przypominam, ze Nasze spotkania, z założenia są to rozmowy przy kawie, to nie
raz wkradną się tutaj, obserwacje dotyczące również życia codziennego.
Zdarzenie, którego byłam świadkiem miało miejsce w ostatni
upalny dzień wakacji. Ponieważ miałam spotkanie wczesnym popołudniem, moja podróż
komunikacja miejską odbywała się w super komfortowych warunkach – prawie puste
metro. W tak upalny dzień, każdy, kto nim ze mną podróżował, cieszył się chwilą
wytchnienia od skwaru i spokojnie sobie siedział oddalony od reszty
współpasażerów, co zapewniało wielki komfort. Naprzeciwko mnie siedział młody
człowiek, że słuchawkami na uszach, spokojnie czytając książkę. Obok niego leżał
jego plecak, ale wiadomo, w tak pustym metrze, nikt nie trzymał swoich rzeczy
na kolanach, bo i po co? Z jednej jego strony były dwa miejsca wolne, z drugiej
trzy – tak, że nikomu to nie przeszkadzało, a nowo wsiadający pasażerowie
spokojnie mieli gdzie usiąść. No właśnie czy aby spokojnie? Na kolejnej stacji,
wsiadła, bowiem Pani, słusznego już wieku emerytalnego i natychmiast stanęła
nad Panem z żądaniem, aby wziął torbę z siedzenia. W pierwszej chwili chłopak nie dosłyszał,
ponieważ słuchawki w uszach skutecznie go izolowały od otaczającego świata, ale
Pani była nieugięta. Kiedy po ponownym żądaniu Pani, młody mężczyzna zaczął przekładać
plecak na drugą stronę, zadając tylko krótkie pytanie, czy nie ma wystarczająco
miejsca – Pani obrażona, odwróciła się i przeszła na sam koniec wagonu, aby usiąść
koło innej osoby.
Niby sytuacja, jak wiele innych, bez żadnego znaczenia. Ale czy na pewno? Przecież, ta osoba wsiadła
do prawie pustego metra, miała do wyboru wiele wygodnych miejsc, ale nie,
musiała komuś coś utrudnić, do kogoś się przyczepić. W pierwszej chwili
przyszła mi do głowy scena z filmu „Dzień Świra” w autobusie:, „Bo przy oknie, bo przy przejściu, bo
przodem, bo z tyłu… „, Ale później
przyszła refleksja, ze przecież to metro i nie ma tutaj lepszych
czy gorszych miejsc. Ta Pani zrobiła to tak po prostu, bo ma do tego
prawo. Ani jej przez to nie było łatwiej
( musiała maszerować już w jadącym metrze), ani nic nie zyskała, ale musiała
coś komuś udowodnić. Bo tak…
I w tym momencie przypomniała mi się inna scena z „ Dnia
Świra, w kiosku:
„…
Kobieta: To już ostatnia „Kobieta”?
Adam (w myślach): I jeszcze jakaś głupia sraka za mną wykrzykuje mi
przez ramię nad uchem.
Kobieta: „Kobieta”, to już ostatnia?
Kioskarka: Tak.
Adam (w myślach): No więc ja, choć nie potrzebuję i gówno mnie to
obchodzi... (Do kioskarki).
Może mi pani tą dorzuci „Kobietkę” tę.
Kobieta: Ojej, może jednak panu
niepotrzebna?
Adam: Nie, dlaczego? Chętnie przejrzę! (W myślach): A ja oddalam się wesół, a
może półwesół...”
Miałam to jakoś podsumować, ale każdy komentarz wydaje mi
się tutaj truizmem, tak, że tylko życzę wszystkim miłej ( już zdecydowanie chłodniejszej) środy, a na następnym spotkaniu dowiemy się,
po co trudziliśmy się tak z tworzeniem Bilansu J

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz